Czas zmian, cześć I - praca 29 sierpnia 2010 - 02:59:11
Dowodem na to, że obecny rok to dla mnie czas zmian, może długość mojego milczenia. Dotyczy to nie tylko tego blogu, ale choćby średniego czas odpowiedzi na maile znajomych, który niebezpiecznie zaczyna zbiegać do nieskończoności.
Ale pomińmy milczeniem moje milczenie i pohałasujmy trochę o zmianach.
Pierwsza, która czeka mnie już w środę to zmiana pracy. Przechodzę do Citrixa, a dokładniej do zespołu zajmującego się Xenem. Na marginesie, Anglicy czytają/wymawiają Xen jako "Zen", co na początku wymagało przyzwyczajenia, w szczególności, że Zen to Zen. Zakres obowiązków nie zmieni mi się tak diametralnie, jak przy poprzednim transferze, dalej będę SysAdminem. Ale to czym się zajmuje nowa firma bardziej rozpala moją wyobraźnię, a na dodatek będę pracował z ludźmi takimi jak Richard Sharp. Tak na marginesie, to gdy sprawdziłem sobie, że Richard jest ode mnie o 6 miesięcy młodszy (dokładnie), to dostałem takiego małego egzystencjalnego doła (jak ktoś nie rozumie dlaczego to niech spojrzy na jego CV).
Przyszłość jest podniecająca, ale konieczność porzucenia przeszłości ma lekki posmak smutku. Czas w booking.com to był ważny kawałek mojego życia. Poznałem wielu naprawdę fajnych, ciekawych i mądrych ludzi. Zaznałem zawiłości pracy z potężnym (ponad 1000 serwerów) internetowym behemotem, który nigdy nie śpi, ciągle się rozwija (kiedy zaczynałem to było jakieś 500 serwerów) i którego zastopowanie nawet na pół godziny powoduje wymierne straty finansowe. Teraz na Google, YouTuby, Facebooki, MySpace patrzę inaczej. Mogłem zobaczyć jak buduje się imperium biznesowe (kiedy zaczynałem pracę akcje Priceline, firmy matki, warte były jakieś $60, dziś to około $300). Cały ten wzrost w zasadzie opierając się na dość prostych podstawach, regułach i pomysłach, ale... dobrze wyegzekwowanych i wykonanych.
Sam proces szukania nowej pracy, wyglądał trochę inaczej niż poprzednie. Po pierwsze, to praca która dostałem nie zakładając marynarki, nie mówiąc już o garniturze. Na drugą rozmowę, którą miałem w czasie przedłużonej przerwy na lunch, to koszule zakładałem w taksówce ;). Po drugie, właściwie to pracy nie szukałem. Jedynie co robiłem to nie spławiałem zawodników, którzy znaleźli moje CV jako ciekawe dla swoich klientów (LinkedIn rulez). Po trzecie, to okazało się, że HeadHunter naprawdę może być pomocnym konsultantem a nie kolejną przeszkodą, która trzeba pokonać na z góry (a może z dołu) upatrzoną pozycję.